Czarek

w Koty

Koty zmieniły w moim życiu wszystko, zmieniły jego bieg bezpowrotnie, pokierowały do niesamowitych  ludzi, spowodowały istotne wydarzenia, kosmiczne znajomości i wywołały ogrom emocji, których wcześniej nie znałam w ogóle. Uzależniły mnie od siebie, dranie małe i sprytne, tak, że bez nich dziś nic nie ma sensu. Wszystko co robię, robię w odniesieniu do kotów, robię z kotami, dla kotów lub o kotach.

czarek1Każdy koci malec, który przychodzi na świat w moim domu jest małym pępkiem świata, jest odrębną osobowością, duszą, nie inną niż moja. I każdemu z malców poświęcam tyle uwagi, ile tylko sił, każdy dostaje tyle miłości, ile tylko zdoła wziąć. Potem przekazuję taki skarb w ręce innych – by cieszył nie tylko mnie /bo to egoistyczne nie dzielić się pięknem, które jest tak doskonałe/.

Czasem bywa tak, że rodzi się jakiś malec, a ja wiem, że to jest ten jeden jedyny, że będzie zawsze ze mną, a moje wybory nie są nigdy komercyjne. Nie, nie zostawiam sobie tych najpiękniejszych z pięknych, tych przyszłych mistrzów, tych wystawowych potworów, tych bananowych profili, tych nóg do nieba, tych metrowców bez rozciągania. Zostają u mnie te czarek2kociska, których miejsce na świecie jest ze mną, wyłącznie tu, nigdzie indziej. Taki jest czarny Piotruś – ślepuga kochana, taki był i Czarek. Cezar – dostał dumne, piękne imię, godne tylko najznamienitszych kotów, bo był kocią znakomitością i napawał mnie dumą. Czarek to była osobowość,  kot niezwykłym, pod wieloma względami i choć nie ma go dziś ze mną, to nadal go szukam, wypatruję i … chyba mam go znów, chyba znów wrócił.

Życie Czarka zaczęło się smutno – w dniu, w którym przyszedł na świat, wypadł z maminego gniazda i nim jeszcze zdążył łeb urwać hydrze, złamał swój rachityczny, dziecięcy, cienki jak niteczka kręgosłup, przez co miał niesprawne tylne łapcie i nie umiał chodzić. Ale dla Czarka taka niedogodność to pryszcz. Rozwijał się jak inne kocie dzieci, jedynie biegał, ciągnąc łapki za czarek3sobą, ale myli się ten, kto myśli, że było mu z tym źle, niewygodnie czy dyskomfortowo. A gdzie tam! Czarek legalnie mógł sobie pozwolić na to, o czym inne koty tyko marzą, a pokątne siki na legalu były tylko jedną z niewielu rzeczy, których zazdrościły mu inne kociska. Czaruś wiódł żywot bardzo spokojny i wesoły, ćwiczył mięśnie w wodzie, miał kółeczko przymocowane do brzuszka i uczył się żyć normalnie. Mając 3 miesiące nie straszne mu były wysokości drapaka, zeskakiwanie z łóżka w sypialni czy wskakiwanie na parapet. I robił to wszystko z taką gracją, o jakiej zwykłe kocięta, które wiecznie gdzieś upadają, coś źle obliczą, coś źle zauważą – mogą tylko pomarzyć. Czarek był bowiem w swoich wygibasach czujny i ostrożny, bo wiedział, że natura poskąpiła mu sprawności, ale za to obdarzyła po prostu pięknym, mądrym umysłem, bez cienia dziecięcej szwoleżerki i naiwności. Nie widziałam nigdy, by Czarek czegoś nie umiał zrobić, gdzieś wejść – albo dawał radę sam, albo pomagały mu inne koty. I wszystko było dobrze, i wszystko było cudownie.

Aż pewnego dnia Czaruś odszedł i nikt do końca nie był pewien dlaczego. Pominę te wszystkie medyczne terminy, te wszystkie paskudne sprawy, których już nie chcę pamiętać. Pamiętam za to jak trzymam go za łapę, jak leży na mojej poduszce, nieruchomy i słaby, i tylko oczy ma obecne, wlepione we mnie, czujne, z intensywną wzajemnością, i ja mu mówię wtedy: Wróć, Czaruś, ja tu będę czekać na Ciebie. Umarł w miejscu, w którym się urodził, mając niewiele ponad 4 miesiące.

Od tego czasu wypatrywałam Czarka wszędzie. I po kolorze, po uszach kłapciatych, po kształcie nosa, długości futerka /bo Czaruś był peterbaldem dumnie noszących kocie futerko/. Oglądałam zdjęcia, czasem go szukałam, czasem zrezygnowana – już nie. Kolejne kocięta rodziły się u mnie, a Czarka jak nie było, tak nie było. Nie wrócił, drań mały, byłam rozżalona. W marcu porodziły się u nas same dziewuchy, jeden tylko siurak mały i przysięgam, że on na pewno Czarkiem nie jest, mimo, że bardzo tego chciałam.

Z czasem jednak, już jakąś chwilę temu, zaczęłam coś dostrzegać – najpierw nie wierzyłam… Wśród ostatniej wesołej szósteczki jest jeden wyjątkowy kot, pewna mała, bardzo kolorowa i wesoła dziewczynka – Temi. Pachnie jak Czarek, włoski ma jak Czarek – mięciutki puszek, gładki i śliski, śmiesznie sterczący. Nogi ma jak Czarek – tyle, że zdrowe! Oczy – oczy ma Czarka, spojrzenie mocne, zdecydowane, zakochane i lekko maślane. Jest tak samo cichutka, jest tak samo mądra.

Proszę Państwa, oto Temida – w niej mieszka mój Czarek. Zmieniło się ubranko – reszta taka sama…