Sisi i bohaterski Piotruś

w Koty przez

Mam to niewątpliwe szczęście, że w razie konieczności, oddaję moje kociska w ręce najlepszych lekarzy jakich znam. Trzy urocze, młode, ale przede wszystkim mądre i prężne wetki znają moje koty na wylot i jeszcze nigdy, absolutnie nigdy nie zawiodły. Poród o 5-ciej nad ranem – nie ma sprawy, rodzimy, sprowadzenie leków – bez problemu, będą jutro, chore gardło – proszę przyjeżdżać. No i  jadę, czasem jak na złamanie karku, po pomoc. I zawsze wracam spokojna, bo wiem, że wszystko co można było zrobić, zostało zrobione. Niesamowicie to komfortowe uczucie – potrzebować pomocy i otrzymać ją, tak naturalnie, bez problemu, komplikacji, zwyczajnie, a jednocześnie niecodziennie, bo z dobrego serca. A dobrych serc mamy dziś zdecydowany deficyt, tym bardziej pomoc ta jest dla mnie cenna. Bezcenna właściwie.

sisi3[2]Nie, nie ukrywam, mam stałą miejscówkę w gabinecie, nocować mi się jeszcze nie zdarzyło, choć w razie potrzeby pewnie znalazłby się i kącik dla mnie. Bo kącik jest dla wszystkich, którzy go potrzebują – dla bandy małych kociąt, których nikt nie chciał pokochać, a tu znajdą dom jak ciepłe bułeczki, dla zmaltretowanego przez głupców psiaka, na którego nikt nie zwracał uwagi – a teraz jest zadbany, ma michę, leki i opiekę full service, dla małego beagle’a, który śpiewa w niebogłosy – bo dostał szczepionkę i okrutnie bardzo go bolało, i dla wielkiego psa, który zajmuje całą poczekalnię i cierpliwie czeka na swoją kolej, łypiąc spode łba na moje koty, a ogonem wylewa wodę z miski i nawet o tym nie wie, bo ogon tak daleko od głowy…

No i dziś był dzień wizyty u naszych wetek…

Wizyta pierwsza, planowana – USG Sisi. No i przeczucie mnie nie myliło – na początku lipca wyklują się u nas maluchy. Wiatropylna Sisi zostanie matką – psychopatką, jak mniemam…, /pamiętam jej poprzedni raz, jak przez 4 dni nie wyszła na krok z porodówki, bo nie miała czasu – przy dzieciach roboty po pachy!/

Wizyta druga, spontan – mój mały wielki bohater – Piotruś oddał dziś krew dla Zdzisia. Zdzisio zaraz pompował w siebie, a Piotrek był najgrzeczniejszym kotem świata. W nagrodę dostał wielki pakiet mięcha w saszetkach, w domu pałaszował je z nieskrywaną radością, ja miałam poczucie winy, bo wyglądało to tak, jakby nigdy nic nie jadł. I sądzę, że gdyby spytać Piotrka o zdanie – to on by gotów codziennie nawet tę krew oddawać, w zamian za tyle pieszczot, miłych słów, całusów w głowę, ochów i achów jakie dziś usłyszał od naszych pań wetek. No i te smakołyki, rzecz jasna, nie były dla Piotrka bez znaczenia.

Najlepszy gabinet, który szczerze polecam to rzecz jasna “DOBRY WETERYNARZ”  w Myślenicach – www.dobryweterynarz.eu
Jak leczyć zwierzaki, to tylko tam!

PS Nie, nie, wpis nie jest sponsorowany 😉 To jedynie garść refleksji o tym, że są jeszcze na świecie ludzie dobrzy i mądrzy – a ta myśl niesamowicie mnie krzepi.