Jak remont, to tylko z kotami!

w Koty przez

… a u Augustyńskich remont! Sajgon – gruz, beton, kupa brudu + kociska. Fajnie jest, fajniście. Mieszkamy w staruteńkim domu dziadka Najlepszego-z-Mężów i nasza chałupa wymaga od czasu do czasu, by ogarnąć dziury w dachu, myszy pod podłogą i wszystkie pokątne szczynki – tajemne i dość enigmatyczne. Czasem, wbijając gwóźdź w ścianę, okazuje się, że spada cały tynk, albo pod spodem jest bezcenna cegła. Wtedy Witek zapewnia, że zrobi remont – szybciutko, czyściutko, praktycznie bez kosztów i zaczyna się nieplanowana, trwająca pół roku przebudowa całego domu.

dom1Dokładnie tak było i tym razem – wymiana podłogi w pokoju, błaha sprawa. Grzebiemy się już miesiąc, końca nie widać. Ale w tym wszystkim najszczęśliwsze na świecie są kociska. Tak jak Ty, drogi czytelniku, czekasz z utęsknieniem na Święta Bożego Narodzenia, wypłatę czy początek wakacji, tak moje kociska czekają na remont. Mały, najmniejszy remoncik, choćby i malowanie tylko, ale zawsze to biba, trochę demolki i brudu. Cudowności!

W zeszłym roku na ten przykład malowaliśmy podłogę w pokoju. Najlepszy-z-Mężów obmyślił plan doskonały i chytry dom2zarazem, pt. Co Zrobić, Żeby Koty Nie Biegały Po Świeżo Wymalowanej Podłodze. Kupił grubą folię /podwójnie, dla wzmocnienia/ taśmę budowlaną, tacker, którym pieczołowicie przymocował ową folię w przejściu między kuchnią a pokojem i zasłonił wszystko pięknie, zgodnie ze sztuką najlepszych i najbardziej przewidujących budowlańców. Podejrzewam, że gdyby w okolicy naszego domu zerwało się nagle tornado, nie dało by rady owej folii naruszyć. No ale nie koty, nie koty, drodzy Państwo!

Drewniana podłoga została pomalowana białą farbą, która śmierdziała okrutnie. Witek cmokał tylko, zerkając na koty: ‘Popatrz, no jakie grzeczne, zupełnie ich ta podłoga nie interesuje. To chyba zapach tej farby je tak odstrasza’. Odłożył dom3pędzle, umył spracowane dłonie, zapalił papierosa…

Tymczasem nasza Gaja, szachraj i wsza mała, wspięła się po folii tuż pod sufit, myk, myk – pazury pięknie wchodziły w materię i chwila nie minęła, a ta tańcuje już po mokrej podłodze. Zanim się zorientowaliśmy, przebiegła ze 20 długości i kilkanaście niekontrolowanym torem, tak z fantazją. Potem myk na parapet – brudnymi z farby łapami zostawiła swoje pieczęcie. I uciekła do hallu, gdzie na granatowej z kolei podłodze wytarła prawie do sucha łapy, zostawiając haniebne ślady swojej ucieczki, po czym wpadła z powrotem do kuchni, przebieżką po blatach żegnając przygodę i hop do legowiska, upaprać jeszcze resztkami inne koty.

I cóż zrobić? W tym roku zrywamy tę kocią, drewnianą podłogę, a co! Koty znów szczęśliwe, najszczęśliwsze na świecie. Demolka, kurz, pył, brud, jest cudnie!! Zwłaszcza łyse, białe i pointy wpadają w entuzjastyczny zachwyt, bo czarne, niestety aż tak bardzo się nie brudzą.