Siadanie dinozrałów

w Koty przez

Dawno, dawno temu, gdy mój dorosły dziś brat był małym chłopcem, dostał od naszego taty dwa dorodne, owalne >kamienie, wielkości męskiej dłoni. Nie pamiętam już kto, ale przysięgam na wszystko, że nie ja /hahahahahahah/ wkręcił Młodego, że są to jaja dinozaurów. Na pytanie „co robisz?”, Młody z rozbrajającą szczerością odpowiadał „siadam moje dinozrały”, co oznaczało ni mniej, nie więcej – że wysiaduje rzeczone dinozaury.

siniaDziś przypomniała mi się ta historia wysiadywania jaj – bo nasza wiatropylna kocica Sisi wysiaduje swoje dwie pociechy, dokładnie tak samo jak Młody te kilkanaście lat temu pielęgnował swoje „dinozrały” – trochę z niepokojem i zniecierpliwieniem, że trzeba tak długo, w takiej ciszy i praktycznie bez ruchu, ale mimo wszystko z ekscytacją, bo nie wiadomo co z tego będzie.

Sisi to kotka, która jest zawsze w innym miejscu niż wydaje jej się, że powinna być. Konsekwencją tego są jej prędkie nogi. To kotka bardzo ufna, przymilna, pieszczotliwa, tyle, że na pieszczoty i przytulasy nie przychodzi, bo… nie ma zwyczajnie czasu. Zawsze gdzieś pędzi, gna, śpieszy się i nawet jak stoi chwilę w miejscu, to przebiera łapkami, bo już musi być gdzie indziej. Sisi to pierwsza kotka, jaka urodziła się u nas w domu, pierwsza z metką Bella Bitis i to w dodatku urodzona na opak, bo nie główką, jak to mają w zwyczaju przychodzić na świat boże stworzenia, ale nogą. Stąd też jej oficjalne imię – Achilla /od Achillesa, z jego magiczną piętą/. Imię to okazało się być jej przeznaczone, bo Achilles, jak i nasza Achilla chlubią się „prędkonogością.” I tak jak Achilles śmigał na prędkich nogach, tak i śmiga Achilla. A tu nagle bara bum – dzieci. Uziemiacze. Uspokajacze. Jajka do wysiadywania. Żeby Sisia była arcyszczęśliwa – nie można powiedzieć. W końcu dzieci to duży obowiązek. No więc jest z nimi, wysiaduje dzielnie i cierpliwie, przewraca ślepiami, zezuje, pomiaukuje o litość i wykorzystuje każdą możliwą okazję, by nawiać z porodówki, wyjść za mąż i nigdy nie wrócić. Nie tak prędko, moja droga królewno!!!

A tymczasem w porodówce szaleństwo. Pierwszy raz moje kocięta wychowują się od maleńkości z resztą kotów. Wiatropylna, prędkonoga podjęła wszystkie możliwe starania – począwszy od delikatnych sugestii, skończywszy na terrorze psychicznym i skutecznie przekonała mnie do swojego szalonego pomysłu, by wychowywać maluchy z całą kocią bandą. Mało tego – w przestworzach! Dosłownie! Zażyczyła sobie, by budkę, w której liże dupki swoim pociechom, umieścić w ulubionym miejscu moich kotów, czyli… na komodzie. I tak długo i uparcie nosiła, przenosiła, wnosiła i fruwała w przestworzach razem z dziećmi, że uległam, bo nie było innego rozwiązania. Zgodziłam się, ale postawiłam swoje warunki. I tym sposobem budka lęgowa została do komody… przybita trzema gwoździami. Najlepszy-z-Mężów jakimś cudem nie miał nic przeciwko profanacji mebelka no i rosną nam dwaj alpiniści, już szczęśliwie wykluci, a niecierpliwa mamusia resztkami swojej kociej cierpliwości „siada swoje dinozrały”, czekając z wielkim niepokojem na przywrócenie jej słodkiej, kochanej wolności. A pomyśleć, że najprzedniejsza zabawa dopiero przed nami.

Małe peterbaldy Bella Bitis z miotu „I” skończyły dziś 12 dni. Świecie – drżyj!