Skrzydła

w Koty

Dziwne wydarzenia miały u nas w domu miejsce, dokładnie tydzień temu… Wieczorem przyszedł do mnie Piotr swoim codziennym, leniwym rytuałem – na głaski, ściski, symfonie mruczenia.  To kawał kocura, więc nasze pieszczoty są dość intensywne, męskie, szorstkie i dynamiczne. I ugniatam jego futro i czuję dziwne zgrubienie na skórze, na wysokości łopatek. Patrzę, macam – no skóra taka jakaś dziwna, grubsza, inna. Ale Piotrek w porządku  – bo u niego zawsze jest wszystko nad wyraz w porządku. Myślę sobie – uczulenie, może blizna… Może Yarema w jakichś kocurzych sporach spuścił mu łomot i taka dziwna rana się zrobiła…

I zapomniałam o wszystkim… do następnego ranka.

skrzydlaWstaję, zaspana snuję się w kocie rejony, a w legowisku, oprócz kocich kłębków, plątaniny łap i ogonów, coś dziwnego – kruczoczarne, lśniące, ogromne… skrzydła!
I zrozumiałam… To skrzydła Piotra, musiały wyrosnąć tej nocy, z niby dziwnej, trochę niepokojącej rany na plecach. I biorę ja ci Czarnego na spytki –  no jego, jego własne! A że wielkie, większe od samego Piotra, to w legowisku temporalnie leżą, a kociska się w nie tulą, ocierają, trochę pogniotły, gdzieś nawet kilka piór powyrywały, pewnie w zabawie… Więc wzięłam je od nich, by nie zniszczyły, oglądnęłam, powąchałam, pogładziłam dłonią, zdziwiona nieziemsko takim zjawiskiem. Niedowierzałam nieco – bo to trochę jak z bajki /… i pierwszy śnieg spadł tej nocy…/

Wyglądają pięknie, monumentalnie, błyszczą w świetle, w dotyku ostre, śliskie. Oglądam – no wykrojone dla Piotra, jego własne, ogromne, niemal metrowe. Wiszą teraz na ścianie, na miejscu dobrze widocznym, ekspozycja cacy lala. I kto do nas zajrzy – patrzy zdziwiony. I wierzyć nie chce, że to prawdziwe. A Piotrek jedynie ubłagany, decyduje się założyć. Tak to niewygodne, tak mało praktyczne. Jak latać po takim małym domku jak nasz, z takimi wielkimi skrzydłami? – zdaje się pytać, po czym ucieka, nie interesując się nowym nabytkiem.  Więc wiszą na razie, trochę się kurzą, trochę sadzy z kominka zbierają, co dodaje im wyłącznie uroku. Bo nie takie nowe, widać, że jednak używane.

Mój mały husarzu, czarny Aniele – teraz już jestem spokojna, o Ciebie, o nas wszystkich…